Szaleńcy

Szaleńcy
Loading the player ...
Polska
1928
Data premiery: 1928-08-28
Reżyseria: Leonard Buczkowski
Zdjęcia: Albert Wywerka
opis filmu
O filmie

Rok 1914. Praktykant Filipek i student Jerzy poznają się w punkcie rekrutacyjnym Legionów. Wysłani na front, gdzie dołącza do nich ziemianin Kazik, przejdą cały szlak bojowy – aż do walk roku 1920.

Scenografia: Stefan Norris
Czas akcji: 1914-1920
Miejsce akcji: Kraków, Szczypiorno
Prawa: staranne poszukiwania
Język: pl
Obsada
Marian Czauski (Jerzy Recki, student), Irena Gawęcka (Zofia, córka Łoniewskiego), Jerzy Kobusz (Filipek), Aleksander Starża (Kazik, syn Łoniewskiego), Bolesław Szczurkiewicz (Jan Łoniewski, właściciel dworu, ojciec Zofii i Kazika), Marek Ożóg
zwiń zakładkę
treść

Rok 1914. Mobilizacja. Filipek pracuje jako praktykant w winiarni. Wyrzucony przez właściciela, zaciąga się do tworzonych właśnie legionów. W komisji poborowej poznaje Jerzego Reckiego, który porzucił studia w Szwajcarii, by stanąć do walki. Od tej pory są nierozłączni. Zostają wysłani na front. Dowódca oddziału wysyła ich na zwiad. Natykają się na kilku żołnierzy rosyjskich. Wywiązuje się strzelanina. Jurek zostaje ranny. Filipek prowadzi go do pobliskiego dworu. Jego właściciel, Jan Łoniewski, nie zgadza się przyjąć ich pod swój dach. Zofia, jego córka, w tajemnicy ukrywa rannego Jerzego w swoim pokoju i troskliwie się nim opiekuje. Filipek wraca do oddziału, by sprowadzić pomoc.
Tymczasem we dworze zjawiają się Moskale i zajmują go na swoją kwaterę. Na szczęście zjawia się Filipek z dwoma żołnierzami. Wynoszą Jurka przez okno. Kazik, młodszy brat Zosi, żegna się z nią. Dołącza do legionistów.
Od tej pory wszyscy trzej służą w jednym oddziale. Zosia dostaje list od Kazika i od Jerzego, który nazywa ją swoim „opiekuńczym aniołem”. Tymczasem następuje rosyjska ofensywa. Podczas walk trzej „szaleńcy” zostają ranni. Trafiają do lazaretu, w którym pielęgniarką jest Zosia. Jerzy wyznaje jej miłość. Ranni szybko wracają do zdrowia. W koszarach oddziały legionistów nie wykonują rozkazu – nie składają przysięgi na wierność Radzie Regencyjnej. Trafiają do obozu internowania. Kiedy marszałek Piłsudski wraca z Magdeburga, zostają uwolnieni.
Rok 1920. Rozpoczęły się walki z bolszewikami o granice na Wschodzie. Kazik przedziera się z meldunkiem przez linię frontu. Ginie. Nad jego grobem przyjaciele śpiewają: „Śpij kolego w ciemnym grobie, niech się Polska przyśni tobie”. Jan Łoniewski otrzymuje, przyznany Kazikowi pośmiertnie, krzyż Virtuti Militari.

zwiń zakładkę
komentarz

W roku 1928 filmem Szaleńcy swoją długą karierę rozpoczął ceniony reżyser, Leonard Buczkowski.
Akcja jego debiutu rozgrywa się wokół wydarzeń związanych z wymarszem Legionów Polskich z Krakowa w roku 1914, a także walk z bolszewikami w roku 1920. Głównymi bohaterami są trzej ochotnicy, młodzi "szaleńcy", dzięki którym poznajemy nie tylko codzienność życia w koszarach, ale także realia walk na pierwszej linii frontu.
Leonard Buczkowski zrealizował Szaleńców w "koprodukcji" dwóch wytwórni filmowych - poznańskiej Diana-Film i warszawskiej Klio-Film (Narodowa Wytwórnia Filmów Historycznych). Liczne sceny batalistyczne nakręcono w Biedrusku pod Poznaniem. Wzięły w nich udział następujące formacje korpusu poznańskiego: 57 i 58 pułk piechoty, 15 pułk Ułanów Wielkopolskich, 14 pułk Artylerii Lekkiej, 7 Dywizjon Artylerii Konnej, 3 pułk lotniczy, 1 pułk czołgów, 7 Dywizjon Samochodowy.

W roku 1928 film otrzymał Grand Prix i Złoty Medal na Wystawie w Paryżu.

W roku 1934, w 20-tą rocznicę wymarszu pierwszych oddziałów strzeleckich, niemy film udźwiękowiono muzyką skomponowaną przez Tadeusza Górzyńskiego. Do czasów obecnych ta wersja zachowała się jedynie w niewielkim fragmencie.

zwiń zakładkę
głosy prasy

Szaleńcy. Nauczyliśmy się nareszcie patrzeć oczyma objektywu na krajobraz i na polską wojnę. Żołnierz polski, ten pierwszy zwłaszcza, bo zawsze ów pierwszy, dzierży prymat, jest naszemu sercu bliski i - mimo - że za dużo już tych scen batalistycznych, że nazbyt wykorzystywał nasz ekran taniość uzbrojonego aktorstwa, wzruszamy się. Tem bardziej w Szaleńcach, gdzie bardzo dyskretnie i artystycznie podany ten motyw wojny, naiwny zawsze w sobie, mimo grozy, śmierci i krwi. wojna to wszakże element najbardziej pierwotny i najbardziej obnażajacy człowieka z kultury, trzeba tedy duzo wpleść weń motywówideału i uczucia, aby motyw ten uczynić pieknym. Szaleńcy rzadko dobrze wyreżyserowano. Początek zwłaszcza jest doprawdy na miarę amerykańską. Choć nie pierwszy raz widzimy „nakładaność” obrazów, syntetyczne ujęcie danego zdarzenia, trzeba przyznać, że reżyserja ujęła to w sposób wysoce artystyczny i logiczny. Należałyby się wielkie skróty samej wojnie. Powtarza się ona dwukrotnie, prawie w jednoznacznych obrazach. Wspaniałe jest tylko zindywidualizowanie poszczególnych sprzętów bojowych, a więc tank, a więc karabin maszynowy. Źle, że przez powtarzanie, obniżono walor artystyczny zdjęcia. Świetnie wysunięto na pierwszy plan i zrozumiano rozmiar talentu Kobusza. Pierwszy to aktor polski, urodzony dla ekranu i bezkonkurencyjny na naszym terenie. Reszty aktorów albo nie wyzyskano zupełnie, jak np. pannę Gawęcką o tak ładnej, chmurnej urodzie, którą zeszpecono, i zmuszono do roli sentymentalnej, kiedy ona by się raczej nadawała do ról dramatycznych, posępnych. Jak np. p. Czauskiego, którego nastawiano do aparatu, uwzględniając jedynie urodę, a nie sytuację czy grę. Krajobraz jest ujęty w Szaleńcach, tak jak w żadnym dotychczas filmie polskim – plenery w Biedrusku pod Poznaniem robione, podobne są najsubtelniejszym miedziaronytom, światłem operuje się tu niezwykle umiejętnie, nawet szminka, rzecz u nas najrzadsza, jest stosowana po europejsku. Szaleńcy to wielki krok naprzód w polskiej kinematografji. [GR]

Kino-Teatr 1928 nr 1


„Szaleńcy" („Capitol" i „Pan"). Z szeregu zapowiedzianych w tym sezonie filmów polskich — „Szaleńcy" idą na pierwszy ogień, zgodnie ze swoja nazwą. Film jest dobry. Jest nawet nadspodziewanie dobry. Sezon polski rozpoczął się pod pomyślna wróżbą. Młody twórca „Szaleńców", reżyser Leonard Buczkowski, postanowił nakręcić polską „Wielką paradę". Pomysł trafny: każdy naród powinien mieć swoją „Wielką paradę". Ani rozmachem realizacji, ani ogólnym poziomem wykonania „Szaleńcy" nie mogą równać się z amerykańskim pierwowzorem. Ale za to trafiają prosto do serc naszej publiczności — bez różnicy przekonań (co warto zaznaczyć). Arcydzieło Kinga Vidora olśniło nas. Film Buczkowskiego — wzruszył do głębi. Śpiewa w nim najczystsza polska struna, związana z fibrami duszy każdego Polaka. Film, nastrojony na wysoki i szlachetny ton, obfituje jednak w rubaszny, młodzieńczy humor, ześrodkowany w osobie Jerzego Kobusza. który odpowiada Slimowi (Karol Dane) z „Wielkiej parady". Poprawnym amantem jest Marian Czauski, a młodziutki Aleksander Starża wzruszył widownię do łez. Reżyseria i technika zdjęć zupełnie poprawne. Przyznam się, że szedłem na premierę „Szaleńców" z pewna obawą, z pewnem uprzedzeniem. Tyle tuż widzieliśmy filmowej reklamy politycznej! Na szczęście, obawy moje były płonne. Byłoby oczywiście lepiej, aby polska „Wielka parada" ogarnęła wszystkich „szaleńców", niosących życie swoje w ofierze nietylko szlakiem kadrówki, ale i pod Arras i pod Reims we Francji, pod Kaniowem, Krechowcami, na Murmanie, w po wstaniu wielkopolskim i w trzech powstaniach śląskich — słowem — wszędzie, gdzie lała się krew za Polskę. Skorośmy jednak nie dojrzeli jeszcze do takiej koncepcji, powitajmy sympatycznych „szaleńców" aplauzem zupełnie zasłużonym. [GR]

(B.),Przed Ekranem, Kurjer Warszawski, 1928, nr 239 wyd. wieczorne, s. 6.


Mimo poparzenia artysty, nowy polski film batalistyczny kręcą dzień i noc. Wypadek nieszczęśliwy w Biedrusku w czasie zdjęć kinematograficznych. Jak wiadomo, obecnie w Poznaniu kręci się nowy polski film batalistyczny, który przygotowuje Wytwórnia Warszawska "Klio film". W dniu wczorajszy, odbywały się specjalne zdjęcia batalistyczne w Biedrusku na polach ćwiczeń wojskowych. Podczas nakręcania jednej z najefektowniejszych scen, przedstawiających atak wojsk polskich na okopy wojsk rosyjskich, dwóch artystów filmowych przedstawiających głównych bohaterów tego filmu, a mianowicie pp. Marjan Czawski i Aleksander Starża tak przejęło się akcja i swemi rolami iż nie bacząc na uprzedzające ostrzegawcze wołania reżysera, wpadło na sztuczną minę w momencie jej eksplozji. Skutki tego artystycznego ferwory były niestety fatalne. Oto jeden z artystów Pan Czawski [!] uległ dotkliwym poparzeniom twarzy i rąk. Na szczęście obecny na miejscu lekarz udzielił poparzonemu artyście natychmiastowej pomocy. Nie bacząc na te dotkliwe poparzenia p. Marjan Czawski [!] z niczem niezmąconym spokojem odrzucił propozycje przerwania zdjęć i z zapałem oddał się dalszej uciążliwej pracy, biorąc czynny udział w następnych scenach zdjęć batalistycznych, które od kilku dni trwają dzień i noc bez przerwy. Sądząc z dotychczasowych wyników sceny batalistyczne, jak zresztą cały film zapowiadają się istotnie imponująco. Olbrzymia ilość współwykonawców, statystów, koni, wozów taborowych i najrozmaitszych technicznych formacyj i akcesoryj wojskowych (armaty, tanki, samoloty) bierze udział w akcji wojennej, będącej tłem wspaniałego filmu. Widzimy z powyższego, że polska filmotwórnia i jej artyści nie szczędzą trudów i energji, aby młoda polska sztuka filmowa wkroczyła tryumfalnie na istotną drogę rozwoju, stając w szranki z obcą produkcją kinematograficzną. [GR]

(es), Bohaterowie rodzimej sztuki filmowej, Nowy Kurjer, 1928, nr 114


.


Pan Marjan Czauski, bohater filmu „Szaleńcy”, który nieprzerwanie święci swoje triumfy już przeszło od miesiąca jednocześnie na dwóch ekranach stolicy, przyjął mnie w swym zacisznym pokoju-pracowni. Na ścianach porozwieszane w artystycznym nieładzie podobizny filmowych aktorów i aktorek. Kilka wspaniałych okazów kaukaskiej i staropolskiej broni markują wojowniczy charakter bohatera, zaś piłka, rękawice do boksu i trzy rakiety tennisowe już ściśle określają charakter jego wojowniczości. — Widzę, że pan nie zaniedbuje wskazówek mistrzów z Hollywood i za ich przykładem poświęca chwilę czasu sportowi? — O, tak, uważam, że aktor filmowy powinien bezwarunkowo przeciętnie najmniej jedną czwartą część dnia poświęcić swej tężyźnie fizycznej. Właśnie za chwilę przyjdzie mój trener i jeśli pan będzie chciał być na tem, to zobaczy pan kilka pierwszorzędnych uderzeń bokserskich i chwytów Ju-Ju- stu, które od kilku dni studjuję. A możeby pan tak ze inną? — Nie. dziękuję. Wczoraj dopiero kupiłem nowe binokle — ale wracając do tematu, jakie ma pan plany na przyszłość? — Hm, plany mam szerokie. Ale czy się urzeczywistnią... To chyba pan rozumie, ode mnie nie zależy. — Co pan teraz robi? — Przedewszystkiem „dobre wrażenie" — rzekł z humorem — o ile mogę wnosić z recenzji, zamieszczonych o „Szaleńcach" w prasie warszawskiej, a pozatem przygotowuję się do najbliższego filmu, który reżyserowany będzie przez najmilszego z reżyserów, p. Leonarda Buczkowskiego. — A więc już jest coś na warsztacie? — I owszem. Właśnie p. Buczkowski miast odpoczynku w Zakopanem, głowi się nad scenarjuszem. — Czy to coś, będzie znowu z cyklu „1 Brygada"? — Niech pan sobie wyobrazi, że nie! Szerszych wiadomości, mimo chęci, udzielić narazie nie mogę, gdyż to jest ścisła tajemnica. Zapewnieniem, że z prawdziwą przyjemnością publiczność warszawska powita na ekranie nową jego kreację, pożegnałem miłego aktora, który bezwątpienia zajmie czołowe miejsce w liczbie amantów ekranu, — tembardziej się śpiesząc, że wkroczył do pokoju w bokserskich

W gościnie u bohatera „Szaleńców", Rzeczpospolita, 1928, nr 267, s. 15.

zwiń zakładkę
ciekawostki
  • Film został wyświetlony, jako atrakcja na Zjeździe Legionistów w Wilnie dnia 12 sierpnia 1928 roku w Kinie Miejskim przy ul. Ostrobramskiej 5.

  • 23 września film w kinie Capitol oglądała specjalnie przybyła do Warszawy wycieczka podoficerów z Pomorza z 16 dywizji piechoty.

zwiń zakładkę
zwiń zakładkę